Pochodzę z Suwalszczyzny i niejedną mroźną zimę pamiętam. Uwielbiam śnieg! Jestem zwolenniczką szczypiącej w policzki i uda pogody, niż tego co nam przyniosły ostatnie lata... tego co miało odwagę nazwać się zimą. Pamiętam gdy miałam sześć lat
Wraz z pojawieniem się chłodu, zaczęłam biegać po sklepach, w poszukiwaniu rękawiczek dla synka. oczywiście co... nie ma rozmiaru, są uszkodzone, brak drugiej pary, same dziewczęce, albo grubaśne na trzaskające mrozy. wrrrrrr.....
Któregoś pięknego dnia, mój syn wrócił ze żłobka w nieswojej bluzie. Oczywiście mąż nie zwrócił na to uwagi... faceci... Bluza nie była podpisana i w żłobku był problem z określeniem właściciela.
Wieczorem postanowiłam zabrać się za ubrania Gabrysia.
I się skończyło... dziecko do żłobka, a matka do pracy...
od tygodnia dramat porannego rostania, krzyk, płacz, wyrywanie z rąk skrawków ubrania, złapanych tak mocno, jakbyśmy mieli się długo nie widzieć... tak żegnam się z synem, gdy z tatą wsiada do samochodu. Na szczęście sam Gabryś świetnie sobie radzi w nowej sytuacji.
15 sierpnia wolny poniedziałek, mąż wybył, dziecko śpi... a ja bazgrze.
I z bazgrołków w efekcie końcowym powstał królik :-)